piątek, 24 maja 2013

Manea - Rozdział 2

Pobudka była dosyć drastyczna, bowiem królewska armia, najwidoczniej nie miała nic lepszego do roboty, o tej bardzo, wcześnie porannej porze, niż przechadzanie  się po tej małej, nie zbyt ciekawej wiosce, świergocząc i obijając się zbrojami, których dźwięk doprowadzał Manee do lekkiego bólu głowy, w pewnym momencie zastanawiała się, całkiem na serio, czy zaklęcie ciszy by nie pomogło, ale zrezygnowała po, tym jak zauważyła królewskiego maga.
A to całe zamieszanie z powodu koronowania księżniczki Diany, na nowa głowę państwa. Jakiś miesiąc wcześnie zmarł poprzedni król, a ze nie posiadał syna, to jego następczynią musiała być 4 z niezadowoleniem dworu. Tylko tyle wiedziała Manea, polityczne sprawy mało ja obchodziły, wiec to, co słyszała od ludzi było jedynymi informacjami, jakie posiadała na ten temat.
Westchnęła i odeszła od okna, z zamiarem wykąpania się, lecz przechodząc obok zagraconego książkami i licznymi papierami, przedstawiającymi wyrysowane stwory i zaginionych ludzi, stolika, strąciła zwój, chciała go złapać w locie, i z jej refleksem pewnie by jej się udało, gdyby nieodniesione obrażenia. Szybkim ruchem obróciła się i natychmiast tego pożałowała, bo okropny bol zdzielił ja, aż z sykiem wypuściła powietrze z pluć.
No pięknie - pomyślała i usiadła na podłodze. Wzięła zwój w rękę i znów zaczęła się zastanawiać, czemu Nonna go trzymała, pusty zwój. Manea widziała tylko, ze dostała go od jej ojca, nic więcej. To było dziwne, no, bo zastanówcie się, jaki mężczyzna dawał kobiecie pusty zwój? Pewnie jakiś cholerny romantyk, zaśmiała się w duszy. Ciekawe, jak co kryło się za jego zniknięciem? - Zastanowiła się.
- Zaraz, zaraz. Kryło? - Wymamrotała na glos. I nagle, przyszła jej pewna myśl. Rozłożyła zwój i wypowiedziała pod nosem formułkę zaklęcia. Zwitek papieru lekko zaświecił i zaczęło się na nim pojawiać pełno wyrazów. Boże, jaka ja byłam głupia, przez tyle lat nie domyśliłam się, że wystarczyło użyć zaklęcia, przecież mój ojciec był magiem. Z takimi informacjami nawet kamień by do tego doszedł - myśląc z głośnym klaskiem walnęła się w czoło.
- Później się jeszcze podobijam - tym razem powiedziała i spoglądnęła na rulon. Znajdowały się na nim liczne słowa, lecz Manea nic nie rozumiała, był to jakiś starożytny język.
- No tak, po co mieć normalnego tatę? Lepiej go nie znać i wiedzieć o nim tylko to ze był magiem i ma manię do utrudniania życia swojej córce - warknęła gniewnie.
- Bede się musiała wybrać do Katerwa.
- I koniecznie musze skończyć z gadaniem do siebie - dodała po chwili.
Katerwa zajmował się tłumaczeniami z wielu jeżyków, a miedzy innymi starożytnymi. Dlaczego on, skoro jest dosyć sporo takich tłumaczy? Otóż należał on do bardzo małego grona ludzi, którym to Manea ufała. Mieszka on w północnej Violi, wiec dojście tam zajmie jej około 2 dni. Trzeba się spakować. Zabrała się do pracy.
Najwięcej czasu zajęło jej poszukiwanie na straganie jedzenia na podróż, jedzenia, które się nie zepsuje oraz wytrzyma niespodziewane ataki wrogów. Idąc tak uliczkami, na których po obu stronach stały liczne stoiska z rozmaitymi przedmiotami, od jedzenia po części do wozów, usłyszała, że pewna karawana stoi przy bramie. Hmm to by mogło oszczędzić mi kilku kłopotów – zastanowiła się i po czym ruszyła w stronę wejścia na rynek, było to dosyć trudne po panował tam okropny ścisk, a jak już się trochę przerzedziło musiała ona jeszcze uważać na małe dzieci, które znalazły sobie zabawę, kto pierwszy przedrze się przez tłum. Szczerze to Manea ich podziwiała, że umieją wytrwać całą tą drogę, bo dla niej to było jak kara boska. Gdy dotarła na miejsce, okazało się, że rzeczywiście jest karawana, teraz została jedynie sprawa, w którą stronę zmierza. Zauważyła grubszego mężczyznę, domyślając się, że to jeden z kupców, powoli do niego podeszła.
- Witam, chciałabym się dowiedzieć, kto przewodzi tą karawaną. Mężczyzna nawet na nią nie spojrzał tylko wskazał jeden z namiotów.
W środku siedział jegomość, a może bardziej precyzyjne by było, że chrapał sobie, rozwalony na siedzisku z cieknącą śliną z kącika ust. Manea skrzywiła się i pomyślała
- Jeszcze mogę uciec. Choć było to kuszące, postanowiła szturchnąć osobnika.
- Przepraszam – cicho powiedziała i lekko nim potrząsnęła, brak reakcji. Powtórzyła czynność, lecz tym razem, głośniej i mocnej, oblizał się i zaczął gadać coś o jakimś sosie. Tu już trochę wkurzona, użyła więcej siły i krzyknęła.
- Wstawaj! - Delikwent przestraszony, poruszył się zbyt gwałtownie, przez co spadł na podłogę
- Co się stało – rozglądnął się, nie do końca rozbudzony
- Niewiele – powiedziała z lekkim pożałowaniem, po czym dodała – Poza tym, że chciałabym się zapytać, gdzie zmierzacie.
- Ale że kto? – Zapytał zaspanym głosem, wstając – Aa, że karawana. A kto pyta?
- Ja – odpowiedziała tracąc powoli cierpliwość
 - Spokojnie panienko. Wybieramy się do północnej Violi na karnawał, będzie dużo śpiewów, tańców, i ogólnie zabawy – powiedział, uśmiechając się głupkowato. – Czyżbyś chciała z nami podróżować?
- Właśnie się zastanawiam czy to dobry pomysł – powiedziała pod nosem
- Słucham
- Tak, chciałabym – rzekła wyginając usta w fałszywym uśmiechu.
- Dobrze, czemu nie – drapiąc się po brodzie, wstał i podszedł do wyjścia, wychylił głowę i krzyknął
- German! – Stali przez chwile w ciszy, gdy pojawił się, chudy, chłopak o delikatnych rysach oraz brązowych włosach, sięgających do ramion i z lekkim zarostem, na plecach miał trąbkę. Manea miała nadzieje, że to nie muzyk.
- Tak, panie Klemens? – Zapytał, kątem oka spoglądając na Manee
- Będziesz odpowiedzialny za tę młodą panienkę, masz dopilnować by się nie nudziła. German, po chwili zastanowienia, podszedł do niej wyciągając rękę.
- Jestem German, tutejszy grajek, miło mi cię poznać. No tak, moje szczęście – pomyślała
- Manea – uścisnęła jego rękę
- No to bardzo miło, że się znacie, ale trzeba się zbierać, za wieczorem wyruszamy - mówiąc, wypchnął i z namiotu.

Wieczorem, wszyscy gotowi do drogi, no i ruszyli, niestety. Dlaczego niestety, mianowicie German okazał się mieć bardzo zażyte stosunki ze swoją trąbką, więc grał i grał, co doprowadzało Manee do szaleństwa, ale nie pisnęła nawet słówka? Bądź miła, w przyszłości ci się to opłaci, myślała sobie.
I tak przy trochę kalecznych dźwiękach trąbki, i paru innych instrumentach, bo grajkowie trzymając się w grupie, ruszyli w stronę Północnej Violi.



*****


Cóżżżżż, trochę minęło. ale jest :)

niedziela, 14 kwietnia 2013

Manea - Rozdział 1


Pomimo ciemności i nierównego podłoża, udało jej się dotrzeć do legowiska bestii, która atakowała nocą mieszkańców pobliskiej wioski. Manei z opisów, ludzi, którzy go widzieli, udało się wywnioskować, że to najprawdopodobniej aranea telas*, chociaż nie wszystko się zgadzało, ale ludzie mogą się czasem pomylić. Nie chciała zapalać pochodni, ponieważ było to zbyt niebezpieczne w tego typu jaskiniach, korytarze z licznymi dziurami były dobrym miejscem dla Signaveris, małych, włochatych i podłużnych robali, które wchodziły do każdych zakamarków ciała człowieka, zatykając przy tym na przykład usta i nos, przez co dochodziło do uduszenia. Na samą myśl o nich przeszły ją dreszcze.
Legowisko było rozświetlone przez kamienie mocy*, które były umieszczone na zaokrąglonym suficie, od którego ciągnęły się kolumny podtrzymujące sklepienie, na środku znajdował się jakby ołtarz. Na pewno nie zostało to zbudowane przez potwora, to była robota człowieka. Ta myśl sprowadziła Manee na pewien trop, po co człowiek miałby budować coś takiego pod ziemią? Oczywiście żeby coś ukryć, ale co takiego było na tyle cenne, by zadać sobie tak wiele trudu.
Naglę, jakiś ruch zwrócił jej uwagę, no tak zapomniała kompletnie, po co tu przyszła, no cóż, sprawą jaskini będzie musiała się zając później, a teraz czas na prace. Spoglądnęła w tamtym kierunku i już wiedziała, że się myliła, to nie był aranea telas jak jej się wcześniej wydawało, tylko okropne monstrum o, tak na jej oko, 3,5m wysokości. Tułów był pokryty pancerzem, z którego wyrastały liczne kolce, a także 8 ściekających śluzem odnóży. Na podłużnej paszczy znajdowały się dwa puste otwory, które za pewne służyły, jako oczy, oraz pionowo położony pysk z ostrymi kłami i długim jęzorem. Długie rogi nadawały mu jeszcze bardziej odrażającego wyglądu.
Nigdy takiego nie widziała, ale nie to było teraz jej problemem, potwór ruszył w jej stronę, wyciągnęła miecz z pochwy na plecach i czekała. Gdy zbliżył się dostatecznie, zamachnęła się i odcięła mu jedną nogę, zawarczał wściekle i uderzył ją drugą z siłą spadającej lawiny, w ostatniej chwili udało jej się, jako tako osłonić bokiem miecza, ale i tak oderwała się od ziemi i rąbnęła o chropowatą ścianę jaskini, opadła na ziemie, z trudem spojrzała na bestie, która powoli sunęła w jej stronę, Manea spróbowała się podnieść, lecz każdy ruch sprawiał jej ból, mimo to wstała, rozglądania się za swoim mieczem, leżał za potworem, nie miała wyboru musiała tego użyć. Uniosła rękę, skupiła się a jej dłoń zaczęła promieniować niebieskim światłem, na ten widok kreatura przyśpieszyła, otwierając gębę i wyciągając swój jęzor w stronę Manei. Światło stało się jaśniejsze i wystrzeliło w stwora, trafiło go w sam środek korpusu, zaczął się skręcać i wić, sycząc przy tym.
Ciężko stąpając Manea dotarła do swojego miecza i zadała ostateczny cios w paszcze, po tym monstrum znieruchomiało. Odwróciła się i ruszyła w stronę ołtarza, będąc przy nim zauważyła symbol, romb z kłami wampira. Czyżby to jakaś trumna? Może jakiś czarownik uwięził tutaj wampira? A może to wszystko zbudował wampira a w środku skrzyni znajdował się jakieś tajemnice? Ta ostania myśl była najbardziej interesująca, pomimo tych pierwszych, postanowiła otworzyć kufer.
We wnętrzu znajdował się złoty pierścień z fioletowym kamieniem oraz srebrny sztylet z wygrawerowanym na rękojeści słońcem. Manea nie miała pojęcia, co to oznacza, wzięła oba przedmioty i skierowała się do wyjścia.



*****



Z trudem dotarła do wioski, a została jeszcze droga do klienta, którym był łysy staruszek o imieniu Nestor, na nieszczęście Manei, mieszkał na samym końcu. Gdy była już prawie przy jego domu, zauważyła, że robi coś przy grządkach.
- Ojjjj, Nestor, wróciłam – pomachała w jego stronę. Odwrócił głowę, uśmiechnął się i odmachał, lecz po chwili zmarszczył brwi, wstał i szybkim krokiem podszedł do niej.
- Jak ty wyglądasz? – Powiedział przerażony, wyglądem Manei.
- Nieważne, załatwiłam sprawę, bestii już n…
- Nieważne?! Przecież ty ledwo stoisz na nogach – przerwał jej wściekły, po czym dodał
- Idziemy natychmiast to opatrzyć – pociągnął ją w stronę swojego domku.
Z zewnątrz domek wyglądał na większy, natomiast w środku mieściły się tylko dwa fotele zwrócone w stronę kominka, łóżko, mała komódka oraz regał z mnóstwem książek, aż miała ochotę podejść i którąś wziąć, by zatopić się w cudownej powodzi słów, przechodzących jej przed oczyma.
- Usiądź – wskazał jeden z fotel, a sam podszedł do kredensu i wyciągnął małe, brązowe pudełko.
Przysiadł na drugim fotelu i wyciągnął bandaże oraz zioła lecznicze, zaczął powoli odkażać rękę, która, jak Manea zauważyła, tego naprawdę potrzebowała, długa i ubrudzona zaschniętą, już krwią szrama, na ten widok skrzywiła się i odwróciła wzrok.
- Powinnaś bardziej na siebie uważać –
- Taka praca – Uśmiechnęła się słabo
- Co to za praca, przy której można głowę stracić? – Powiedział lekko zirytowany.
- Praca jak każda inna, tylko płacą więcej
- Hahahahaha! Skąd u ciebie ten cały optymizm?
- Powiedzmy, że to jedna z ważniejszych rzeczy, które ratują ci życie w tym fachu, no i może jeszcze dobrze naostrzony miecz – wyszczerzyła się.
                Manea spojrzała na swoją rękę i ze zdziwieniem zauważyła, że Nestor już dawno skończył i teraz, zawiązywał ostatni supeł na nodze.
- Hmm. Tak, skończone – Z zadowoleniem przyjrzał się swojemu dziełu.
-  Ale jest jedna rzecz, która mnie zastanawia – zamyślił się
-  Jaka? – Zaciekawiona spytała.
- Co na to wszystko twoi rodzice? Nie martwią się? – Powiedział z troską, ale nagle cały dobry humor Manei zniknął. Przypomniała sobie wszystko, chociaż minęło 10 lat. Śmieć matki była najgorszą rzeczą, jaka ją spotkała, jedyne, co jej zostało po Nonnie to materiałowa bransoletka w kolorze szafiru z wyszytym imieniem Nonna, i tajemniczy zwój, na którym nie było nic napisane oprócz dziwnego kanciastego znaku. Dwa dni po jej śmierci, Manea dowiedziała się gdzie przetrzymują meble z jej dawnego domu, zakradła się tam i zabrała te dwie rzeczy.
2 lata zajęło jej dowiedzenie się, kto wynajął zabójców, był to ten parszywy sprzedawca, 3 dni później dopilnowałaby poczuł ból, jakiego nigdy nie czuł, znaleziono go w rynsztoku dopiero po tygodniu, zmasakrowanego, wszyscy winili jakieś zwierzę z lasu. Od tamtego czasu Manea zabija i łapie potwory, ale to już zależy od klienta.
- … ea, Manea, słyszysz – wyrwała się z tych bolesnych wspomnień, westchnęłaby powstrzymać łzy.
- Tak, po prostu nie lubię rozmawiać o mojej mamie – powiedziała smutno, zrozumiał, co miała na myśli.
- Wybacz, nie moja sprawa.
- Nie szkodzi, poradzę sobie, muszę.
- Powinnaś się wyspać, lepiej wracaj o domu. Proszę oto twoja zapłata. – Dał jej 250 kramów
- Tak zrobię – wstała, wzięła pieniądze i wyszła.   



***

Po pierwsze to przepraszamy, że tak długo, ale napisałam notkę już wcześniej, opublikowałam, sprawdziłam dwa razy, na blogu, wszystko działało, niestety następnego dnia notki nie było L a ja się załamałam, bo się nie zapisała i musiałam napisać połowę od nowa :/, drugą połowę na szczęście miałam zapisane (dzięki Bogu).
Po drugie postanowiłyśmy, że tych drugich opowiadań nie będzie, ponieważ mamy zbyt mało czasu, a także jesteśmy zbyt leniwe ;p
Mam nadzieje, że się podoba i jeśli macie jakieś uwagi to proszę pisać w komentarzach;)

  



piątek, 5 kwietnia 2013

Manea - Prolog


- Nie rozumiem - powiedziała Manea
- A co tu jest do rozumienia? Nie wolno kraść i tyle. Ile razy mam ci to powtarzać? - oburzyła się Nonna.
- Ale mamo, to co miałam zrobić? Przecież jesteśmy biedne...
- Na pewno nie miałaś tego kraść, mała gówniaro. Jak nie masz pieniędzy to zdychaj z głodu a nie mi dupę zawracasz - wtrącił stary grzyb, jak to Manea go przezywała. Nie lubiła go dlatego, że był gruby, brzydki, a do tego śmierdział odchodami, chociaż patrząc na niego wydawało się że w nich mieszka, ale nie to ją tak zniechęcało, najbardziej to że patrzył na biednych z góry, jak na jakieś robaki, którymi może pomiatać, albo że nie powinny w ogóle istnieć. Dlatego właśnie to jego stoisko wzięła sobie na cel, bo przecież jej nie dogoni. Niestety, gdy uciekała potknęła się o jakiś badziewny kamień. A do tego wszystkiego jeszcze jej matka, widziała tą próbę kradzieży. Nonna nigdy nie lubiła gdy Manea kradła, nawet pomimo faktu że ledwo wiązały koniec z końcem.
- Niech się pan uspokoi, to tylko dziecko, nawet jeśli chciała to ukraść to, dlatego bo ma dobre serce.
- Cooo!!! Ja mam się uspokoić? Jakaś mała szmata chce mnie okraść, a ja mam być spokojny? A poza tym jak masz zamiar za to zapłacić? - mówiąc wskazał na kompletnie zniszczony stragan z warzywami. Kiedy Manea upadła, goniący ją sprzedawca potknął się o nią i wleciał prosto na swoją budkę.
- Jakoś temu zaradzimy... tylko nie mam pieniędzy - ze smutną miną, wzruszyła ramionami.
- Hmm.. - objechał Nonne wzrokiem, od góry do dołu.
- Może przyjmiesz mnie jako swojego klienta... za darmo oczywiście... to powinno pokryć wszelkie straty - uśmiechnął się, pokazując swe obrzydliwe i wyniszczone przez alkohol zęby. Manea na te słowa otworzyła buzie ze zdumienia. Tego już było za wiele, otrząsnęła się z szoku a jego miejsce zastąpił gniew, coś w niej pękło, wtedy z impetem uderzyła go w krocze, ten skulił się z jękiem bólu i grymasem na tej ohydnej twarzy. Złapała matkę za rękę i zaczęła biec. Zaskoczona Nonna nie zbyt wiedziała co się dzieje, wiec po prostu biegła za córką. Nad rzeką zmęczenie wzięło górę, rozglądnęły się czy sprzedawca ich nie goni po czym usiadły na trawie.
- Nie.. musiałaś... tego robić - wydyszała Nonna
Manea spojrzała zmieszana po czym wyszczerzyła się szeroko.

****

- Manea idź się umyć, przygotowałam ci kąpiel.
- Dobra, dobra -powiedziała wychodząc z pokoju.
Podczas kąpieli usłyszała głosy mężczyzn, ale nie zwróciła zbytnio na to uwagi, myślała że to kolejni klienci jej matki. Nonna to atrakcyjną kobieta , brązowe włosy, złote oczy i ciemna karnacja która wszystko podkreślała, do tego idealna figura, jednak używała swojej urody do niezbyt przyjemnych celów. Manea gardziła pracą matki, a wręcz nienawidziła jej, jednak co miały zrobić? W slamsach mało kto zatrudnia kobiety. Czasami zastanawiała się co mogłaby zrobić by trochę odciążyć matkę, ale czego by nie wymyśliła, to coś ją ograniczało, a to że ma tylko 7 lat, albo że jest zbyt pyskata, nawet kiedy chciała pracować w kopalni powiedziano jej, że jest zbyt nieposłuszna.
Nagle usłyszała krzyk Nonny, zerwała się na równe nogi, zawinęła w szmatę, która służyła jej za ręcznik i wpadła do pokoju, lecz nic jej nie przygotowało na to co zobaczyła. Na ziemi leżała jej matka, jej ubranie było w strzępach, a na około niej stały Lupidulusy(takie wilki z paszczą i ogonem krokodyla , pokryte łuskami - dop.aut ), które się nią zajadały, a także trzy człekopodobne monstra, których teraz wzrok był utkwiony w Manei. Strach odebrał jej władze nad ciałem i mogła wydusić z siebie tylko jedno słowo "Mamo". Poczuła jak łzy spływają jej po twarzy. Jeden z potworów zaczął do niej podchodzić, z czymś co wyglądało jak uśmiech na jego paskudnej gębie.
- "Uciekaj. On cię zabije. Nie możesz tu zginąć głupia. Szybko!! NO DALEJ!!" - krzyczała do siebie w myślach.  Z trudem udało jej się ruszyć, podbiegła do kreatury i prześlizgnęła się pod nim, następnie wybiegła z tej budy która jest jej domem.
- "Nie, raczej była jej domem. Nigdy tu nie wró,cę. Stanę się silna, dowiem się kto za tym stoi i zemszczę się, ale nigdy tu nie wrócę ".

czwartek, 4 kwietnia 2013

Opowiadanie stałe :) Opis

No cóż ,miałyśmy już wstawić prolog ,ale może najpierw by wypadało napisać na czym mniej więcej będzie się opierać ta historia żeby sprawdzić czy warto w ogóle się za to wziąć :) A więc historia ta będzie opowiadać o pewnej dziewczynie , która zwie sie Manea ,która przez pewne wydarzenia (nie będziemy spoilerować ;d) zostaje łowczynią potworów .. Akcja dzieje się w wymyślonym przez nas świecie , w Królestwie Viola . gdzie rządzi królowa Diana ,która wcale królową być nie powinna a jak to się stało dowiecie się czytając :D Eee otóż Manea zostaje wciągnięta w krąg zdarzeń ,który doświadczy jej wielu przygód .. Hmm opis wyszedł dość ogólnie ,ale nie chcemy za bardzo niczego zdradzać ;) Mamy nadzieje ,że ten beznadziejny opis choć trochę was zachęci do przeczytania .. A prolog już jutro :D 

...

Witajcie 
Ja i moja droga niewiasta postanowiłyśmy założyć bloga na którym zamiar mamy wstawiać swoje nędzne wypociny by się trochę dowartościować :D. Otóż na blogu będą dwa rodzaje opowiadań , jedno stałe które wciąż będziemy kontynuować . a drugie to różne opowiadania nie mające nic wspólnego z pozostałymi .
Pierwszy rozdział stałego opowiadania ukarze się dziś bądź jutro .. Opowiadania stałe jak i te drugie będą sie pojawiać co tydzień (czyli dwa opowiadania tygodniowo ) :D Mamy nadzieje że będzie sie wam podobać :)

*******
Argo i Cass