Pomimo
ciemności i nierównego podłoża, udało jej się dotrzeć do legowiska bestii,
która atakowała nocą mieszkańców pobliskiej wioski. Manei z opisów, ludzi,
którzy go widzieli, udało się wywnioskować, że to najprawdopodobniej aranea
telas*, chociaż nie wszystko się zgadzało, ale ludzie mogą się czasem pomylić.
Nie chciała zapalać pochodni, ponieważ było to zbyt niebezpieczne w tego typu
jaskiniach, korytarze z licznymi dziurami były dobrym miejscem dla Signaveris,
małych, włochatych i podłużnych robali, które wchodziły do każdych zakamarków
ciała człowieka, zatykając przy tym na przykład usta i nos, przez co dochodziło
do uduszenia. Na samą myśl o nich przeszły ją dreszcze.
Legowisko było
rozświetlone przez kamienie mocy*, które były umieszczone na zaokrąglonym suficie,
od którego ciągnęły się kolumny podtrzymujące sklepienie, na środku znajdował się
jakby ołtarz. Na pewno nie zostało to zbudowane przez potwora, to była robota
człowieka. Ta myśl sprowadziła Manee na pewien trop, po co człowiek miałby
budować coś takiego pod ziemią? Oczywiście żeby coś ukryć, ale co takiego było
na tyle cenne, by zadać sobie tak wiele trudu.
Naglę, jakiś ruch
zwrócił jej uwagę, no tak zapomniała kompletnie, po co tu przyszła, no cóż,
sprawą jaskini będzie musiała się zając później, a teraz czas na prace. Spoglądnęła
w tamtym kierunku i już wiedziała, że się myliła, to nie był aranea telas jak
jej się wcześniej wydawało, tylko okropne monstrum o, tak na jej oko, 3,5m wysokości.
Tułów był pokryty pancerzem, z którego wyrastały liczne kolce, a także 8
ściekających śluzem odnóży. Na podłużnej paszczy znajdowały się dwa puste
otwory, które za pewne służyły, jako oczy, oraz pionowo położony pysk z ostrymi
kłami i długim jęzorem. Długie rogi nadawały mu jeszcze bardziej odrażającego
wyglądu.
Nigdy takiego nie
widziała, ale nie to było teraz jej problemem, potwór ruszył w jej stronę, wyciągnęła
miecz z pochwy na plecach i czekała. Gdy zbliżył się dostatecznie, zamachnęła
się i odcięła mu jedną nogę, zawarczał wściekle i uderzył ją drugą z siłą spadającej
lawiny, w ostatniej chwili udało jej się, jako tako osłonić bokiem miecza, ale
i tak oderwała się od ziemi i rąbnęła o chropowatą ścianę jaskini, opadła na
ziemie, z trudem spojrzała na bestie, która powoli sunęła w jej stronę, Manea
spróbowała się podnieść, lecz każdy ruch sprawiał jej ból, mimo to wstała, rozglądania
się za swoim mieczem, leżał za potworem, nie miała wyboru musiała tego użyć.
Uniosła rękę, skupiła się a jej dłoń zaczęła promieniować niebieskim światłem,
na ten widok kreatura przyśpieszyła, otwierając gębę i wyciągając swój jęzor w stronę
Manei. Światło stało się jaśniejsze i wystrzeliło w stwora, trafiło go w sam
środek korpusu, zaczął się skręcać i wić, sycząc przy tym.
Ciężko stąpając
Manea dotarła do swojego miecza i zadała ostateczny cios w paszcze, po tym
monstrum znieruchomiało. Odwróciła się i ruszyła w stronę ołtarza, będąc przy
nim zauważyła symbol, romb z kłami wampira. Czyżby to jakaś trumna? Może jakiś
czarownik uwięził tutaj wampira? A może to wszystko zbudował wampira a w środku
skrzyni znajdował się jakieś tajemnice? Ta ostania myśl była najbardziej
interesująca, pomimo tych pierwszych, postanowiła otworzyć kufer.
We wnętrzu
znajdował się złoty pierścień z fioletowym kamieniem oraz srebrny sztylet
z wygrawerowanym na rękojeści słońcem. Manea nie miała pojęcia,
co to oznacza, wzięła oba przedmioty i skierowała się do wyjścia.
*****
Z trudem dotarła do wioski, a została jeszcze droga do
klienta, którym był łysy staruszek o imieniu Nestor, na nieszczęście Manei,
mieszkał na samym końcu. Gdy była już prawie przy jego domu, zauważyła, że robi
coś przy grządkach.
- Ojjjj, Nestor, wróciłam – pomachała w jego stronę.
Odwrócił głowę, uśmiechnął się i odmachał, lecz po chwili zmarszczył brwi,
wstał i szybkim krokiem podszedł do niej.
- Jak ty wyglądasz? – Powiedział przerażony, wyglądem Manei.
- Nieważne, załatwiłam sprawę, bestii już n…
- Nieważne?! Przecież ty ledwo stoisz na nogach – przerwał
jej wściekły, po czym dodał
- Idziemy natychmiast to opatrzyć – pociągnął ją w stronę
swojego domku.
Z zewnątrz domek wyglądał na
większy, natomiast w środku mieściły się tylko dwa fotele zwrócone w stronę
kominka, łóżko, mała komódka oraz regał z mnóstwem książek, aż miała ochotę
podejść i którąś wziąć, by zatopić się w cudownej powodzi słów, przechodzących
jej przed oczyma.
- Usiądź – wskazał jeden z fotel, a sam podszedł do kredensu
i wyciągnął małe, brązowe pudełko.
Przysiadł na drugim fotelu i wyciągnął bandaże oraz zioła
lecznicze, zaczął powoli odkażać rękę, która, jak Manea zauważyła, tego
naprawdę potrzebowała, długa i ubrudzona zaschniętą, już krwią szrama, na ten
widok skrzywiła się i odwróciła wzrok.
- Powinnaś bardziej na siebie uważać –
- Taka praca – Uśmiechnęła się słabo
- Co to za praca, przy której można głowę stracić? – Powiedział
lekko zirytowany.
- Praca jak każda inna, tylko płacą więcej
- Hahahahaha! Skąd u ciebie ten cały optymizm?
- Powiedzmy, że to jedna z ważniejszych rzeczy, które ratują
ci życie w tym fachu, no i może jeszcze dobrze naostrzony miecz – wyszczerzyła
się.
Manea
spojrzała na swoją rękę i ze zdziwieniem zauważyła, że Nestor już dawno
skończył i teraz, zawiązywał ostatni supeł na nodze.
- Hmm. Tak, skończone – Z zadowoleniem przyjrzał się swojemu
dziełu.
- Ale jest jedna rzecz,
która mnie zastanawia – zamyślił się
- Jaka? – Zaciekawiona
spytała.
- Co na to wszystko twoi rodzice? Nie martwią się? – Powiedział
z troską, ale nagle cały dobry humor Manei zniknął. Przypomniała sobie
wszystko, chociaż minęło 10 lat. Śmieć matki była najgorszą rzeczą, jaka ją
spotkała, jedyne, co jej zostało po Nonnie to materiałowa bransoletka w kolorze
szafiru z wyszytym imieniem Nonna, i tajemniczy zwój, na którym nie było nic
napisane oprócz dziwnego kanciastego znaku. Dwa dni po jej śmierci, Manea
dowiedziała się gdzie przetrzymują meble z jej dawnego domu, zakradła się tam i
zabrała te dwie rzeczy.
2 lata zajęło jej dowiedzenie się, kto wynajął zabójców, był
to ten parszywy sprzedawca, 3 dni później dopilnowałaby poczuł ból, jakiego
nigdy nie czuł, znaleziono go w rynsztoku dopiero po tygodniu, zmasakrowanego,
wszyscy winili jakieś zwierzę z lasu. Od tamtego czasu Manea zabija i łapie
potwory, ale to już zależy od klienta.
- … ea, Manea, słyszysz – wyrwała się z tych bolesnych
wspomnień, westchnęłaby powstrzymać łzy.
- Tak, po prostu nie lubię rozmawiać o mojej mamie –
powiedziała smutno, zrozumiał, co miała na myśli.
- Wybacz, nie moja sprawa.
- Nie szkodzi, poradzę sobie, muszę.
- Powinnaś się wyspać, lepiej wracaj o domu. Proszę oto
twoja zapłata. – Dał jej 250 kramów
- Tak zrobię – wstała, wzięła pieniądze i wyszła.
***
Po pierwsze to przepraszamy, że tak długo, ale napisałam notkę
już wcześniej, opublikowałam, sprawdziłam dwa razy, na blogu, wszystko
działało, niestety następnego dnia notki nie było L a ja się załamałam, bo się
nie zapisała i musiałam napisać połowę od nowa :/, drugą połowę na szczęście miałam
zapisane (dzięki Bogu).
Po drugie postanowiłyśmy, że tych drugich opowiadań nie będzie,
ponieważ mamy zbyt mało czasu, a także jesteśmy zbyt leniwe ;p
Mam nadzieje, że się podoba i jeśli macie jakieś uwagi to proszę
pisać w komentarzach;)